Moje spotkanie z Janem Pawłem II – świadectwa

0
197

1.

Jednym z najdawniejszych i wyjątkowo pięknych wspomnień związanych z Janem Pawłem II jest pielgrzymka do Częstochowy w 1991 r., kiedy odbywały się Światowe Dni Młodzieży.

Były wakacje, upalny sierpień. Po trudnej wędrówce w mojej pierwszej pieszej pielgrzymce, razem z przyjaciółmi ze wspólnoty parafialnej i szkoły, z grupą 22 dotarliśmy do celu, do stóp Czarnej Madonny. Trudno oddać w słowach młodzieńczą radość i zachwyt, jakie mi wtedy towarzyszyły. Jasna Góra, barwne tłumy młodzieży z całego świata, śpiew, śmiech, zakochania, zapatrzenia, zamodlenia. Uroczyste wniesienie Krzyża Papieskiego. Oklaski, połączone dłonie uniesione wysoko, właściwie falujący las rąk i „Abba Ojcze”. Byłam bardzo szczęśliwa, do dziś pamiętam to uczucie.

W tym pięknym momencie życia, momencie lub w przeddzień wielu ważnych decyzji i relacji, w moje życie wkroczył papież, mówiąc do mnie i do wszystkich wokół podczas Apelu Jasnogórskiego: Drodzy młodzi Przyjaciele! Nie znałam dorosłych, którzy tak się zwracali do młodzieży.

Potem nastąpiły słowa, które towarzyszą mi do dziś, które stale odkrywam, słowa: Jestem – Pamiętam – Czuwam. „Jestem” Boga w moim życiu i moje „jestem” wobec Boga. Najwyższemu dziękuję, że to „jestem” trwa, że o Nim pamiętam, że mnie w tym podtrzymuje i prowadzi, że dał swoją Matkę.

Najważniejsze jednak, najmocniejsze, wyznaczające drogę życia, decyzje, rachunki sumienia, stawiające kierunkowskazy, było „czuwam”. To nie są łatwe słowa, to wezwanie, by od siebie wymagać, by Tyle razy później tego słuchałam, że długie fragmenty mówię z pamięci, stosując bardzo charakterystyczną melodię głosu Jana Pawła II:

„Co to znaczy: «czuwam»? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni. (…) Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. (…) Czuwam – to znaczy: miłość bliźniego – to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność”.

Potem trwała noc czuwania w Parku Jasnogórskim, ciepła noc, wypełniona śpiewem, świadectwami, modlitwą, rozmowami. Piękna noc. Po latach okazało się, że kilkanaście drzew dalej czuwał mój mąż, niegdyś również wymodlony na Jasnej Górze.

Nastał ranek, 15 sierpnia 1991. Papież mówił po polsku, ale wokół słychać było radiowe tłumaczenia w wielu językach. Mówił do mnie, zapalając w moim sercu ogień zapału, zachęcając do budowania „cywilizacji miłości”.

Dziś dziękuję Bogu, że postawił w moim życiu Świętego Jana Pawła II, człowieka, który towarzyszył mojemu coraz bardziej dorosłemu życiu, którego słów słuchałam, którego obserwowałam i od którego się uczyłam. Wszystkiego. Przede wszystkim wiary. Trwanie przy Bogu bardzo mu zawdzięczam.

Dorota

————————–
2.

Kiedy myślę o Janie Pawle II najpierw przed oczami pojawia mi się Katolicki Uniwersytet Lubelski, korytarze głównego gmachu i pomnik na dziedzińcu (Papieża z kardynałem Stefanem Wyszyńskim). A wraz z tym wspomnieniem ogromna wdzięczność, że mogłam spędzić 5 lat w Lublinie na tej wyjątkowej uczelni. Poznałam tam ludzi, którzy znali Go osobiście i świadczyli o nim na niejednym wykładzie.

Jan Paweł II jest moim Świętym, którego zaczęłam poznawać dopiero po Jego śmierci. Kiedy umarł miałam 17 lat, dokładnie pamiętam kwietniowe dni żałoby, gdy cały Świat się zatrzymał. Niewiele mogłam wtedy o Nim powiedzieć, podziwiałam go, szanowałam, dzięki mojej chrzestnej, która dbała o mój rozwój religijny dowiadywałam się o najważniejszych pielgrzymkach, nauczaniach.

Po 15 latach od Jego śmierci jestem bogatsza w wiedzę o życiu Papieża i o Jego nauczaniu. Jednak najważniejsza jest dla mnie możliwość modlitwy za Jego wstawiennictwem. Święty Jan Paweł II wielokrotnie przypomina mi o tym, bym nie poddawała się rozleniwieniu, bym dążyła do prawdy, bym nie bała się pracy, wysiłku fizycznego, intelektualnego. Patrząc na Jego zdjęcia, widząc Jego pogodną, skupioną, mądrą twarz, przeniknięta Jego wzrokiem, sprawdzam swoje sumienie: czy jestem wrażliwa na potrzeby drugiego człowieka, czy pamiętam o swojej godność i innych, czy kocham?

Pozdrawiam serdecznie – Marta Miller

—————–
3.

1993 rok, pierwsze miesiące mojej pracy katechetycznej. W lutym księża z parafii w Stroniu Śląskim zorganizowali pielgrzymkę do Włoch i między wieloma atrakcjami wpisane było spotkanie z papieżem Janem Pawłem II. To był mój pierwszy wyjazd zagraniczny, wielkie emocje. Tu dziękuję księdzu Stanisławowi Chomiakowi (wujek naszej Gosi J.), bo dzięki niemu mogłam pojechać. Byłam zachwycona wszystkim.

W środę 27 stycznia 1993 roku jak w każdą środę przygotowywaliśmy się na audiencję generalną w auli Pawła VI. To wydarzenie było już niezwykłe, a nie wiedzieliśmy, że czeka na nas niespodzianka spotkania z papieżem jeszcze bliżej.  Aula wypełniona była po brzegi ludźmi wielu narodów i ras. Pierwszy raz tam doświadczyłam Kościoła Powszechnego. Do dziś pamiętam te niezwykłe emocje. Czekając na rozpoczęcie, każdy z nas miał nadzieję, że stoi akurat w tym miejscu gdzie będzie przychodził papież. Nigdy nie było wcześniej wiadomo, którymi drzwiami wejdzie. A każdy z nas chciał nie tylko Go zobaczyć i usłyszeć, ale choćby dotknąć.

Mój proboszcz ksiądz Antoni Kopacz, widząc, że nie bardzo ogarniam rzeczywistość, zawołał mnie żebym stanęła blisko niego i miał wyczucie, bo właśnie tą drogą przechodził Jan Paweł II. Pamiętam Jego twarz, kiedy przechodził wokół ogromnej ilości krzyczących, wiwatujących ludzi – twarz pełną spokoju i skupienia. Szedł środkiem, chwytał niektóre dłonie, w niektórych miejscach się zatrzymywał aby przytulić, ucałować, porozmawiać. Przechodząc obok nas, uchwycił moją dłoń i trzymając ją podszedł do proboszcza, zamieniając z nim parę słów. Moje emocje zwariowały! To przecież tylko człowiek, a spotkanie z Nim rozpalało tak mocno serce. Kiedy wracaliśmy do autobusu, całą drogę śpiewaliśmy oazową pieśń „Dotknął mnie dziś Pan i radość ogromną w sercu mam…” Wtedy, uwierzcie, nie były to tylko słowa.:)

29 stycznia 1993 roku w piątek mieliśmy wyjeżdżać z Rzymu. Rano przy śniadaniu przewodnik oznajmił nam wieść, że Papież pomimo złego samopoczucia spotka się z nami na audiencji indywidualnej tylko dla Polaków. Oszaleliśmy z radości. Spotkanie odbyło się wieczorem w Domu Papieskim. Razem z nami były też inne pielgrzymki z Polski. Na początku Jan Paweł II pomodlił się, potem powiedział parę słów do wszystkich i rozpoczął spotkania indywidualne. Podchodził do grup, rozmawiał, żartował, błogosławił. Przyszła pora na nas. Pamiętam: czym bliżej był naszej grupy, tym mocniej biło moje serce. Myślałam, że mi wyskoczy. Jan Paweł II przy każdej z grup modlił się z nałożeniem rąk za kapłanów. W naszej też tak zrobił, było z nami 4 kapłanów. Kiedy skończył modlić się nad księżmi, jeden z nich ks. Stanisław Chomiak powiedział papieżowi, że tam klęczy jeszcze katechetka. Jan Paweł II obrócił się i podszedł do mnie. Klęczałam z kwiatami w ręku. Położył dwie ręce na mojej głowie  i modlił się. Moje emocje były wtedy nieogarnięte, nie miałam jeszcze wtedy świadomości ważności tego wydarzenia. Dziś z perspektywy wielu lat jestem przekonana, że ta modlitwa miała ogromny wpływ na moje powołanie i życie. W moim sercu Jan Paweł II zawsze miał i ma swoje miejsce. Jest kimś szczególnym i bliskim.

Dziś uświadomiłam sobie, że (niestety) jestem jak wielu Polaków, którzy stawiają Jana Pawła II za wzór, nie znając dobrze Jego nauki.  Nie chcę tak. Nie chcę być pokoleniem JPII tylko ze zdjęcia. Zaczęłam więc czytać i słuchać. Aby wiedzieć nie tylko dla siebie, ale dla pokolenia naszych dzieci, które znają Go tylko ze zdjęć i naszego świadectwa.

Więc na koniec parę słów Jana Pawła II: „ Człowiek stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo jest równocześnie wezwany w Chrystusie aby w każdym z nas objawiło się to co z Boga. Aby w każdym z nas objawił się Bóg” oraz „Człowieka trzeba mierzyć miarą serca… Jaka jest miara serca ludzkiego skoro wypełnić ją może tylko Bóg, Duch Święty?”

Drodzy, oczekujmy, tęsknijmy za Duchem Bożym, który to może wypełnić po brzegi nasze serca. Bądźmy świadkami wiary, korzystając z bogactwa świętych wybranych przez Pana.

Święty Janie Pawle II, módl się za nami.

Anita Piechnik 😊

——————–
4.

18 czerwca 1983 –  Częstochowa – Apel Jasnogórski Jana Pawła II z młodzieżą.

Wspominam to wydarzenie, jako wyjątkową przygodę. Pewnie dlatego, że była to moja pierwsza młodzieńcza, samotna wyprawa 🙂  Miałam wtedy 14 lat i pojechałam do Częstochowy sama. W pociągu, specjalnie podstawionym na tą okazję, było bardzo tłoczno i wesoło, gdyż większość, to była młodzież. Gdy w jakiś grupkach zaczynał się śpiew czy modlitwa, to zaraz też podejmowano w pobliżu i po chwili w całym wagonie brzmiała jedna modlitwa. Wśród obcych ludzi stawała się atmosfera wspólnoty, wzajemna pomoc, dzielenie się cukierkami czy jakimś jedzeniem. Szybko pozwoliły zapomnieć, że jestem sama.

Na Jasne Górze czas oczekiwania a potem emocje, gdy Papież przejeżdżał bardzo blisko i błogosławił – ktoś powie, że to uczucia nastolatki. Ale wiem jedno, że serce pałało, gdy do nas mówił…  wieczorem na apelu i następnego dnia na Eucharystii. Teraz słucham na nowo, bo nie pamiętałam Jego słów, co mówił wtedy ale pamiętam siłę pragnienia pójścia za Bogiem. Wiem, że to był początek mojej drogi, że coś ważnego się stało i nie w sensie przeżyć ale w sensie decyzji kim chcę być i czym się kierować w życiu. To było jak latarnia morska w ciemności. Wiem, że wiele się we mnie wtedy zaczęło, może nawet urodziło, świadoma wiara, Boże kryteria wyborów życiowych. To był wyjątkowy rok, bo zaraz potem pierwsze rekolekcje oazowe i oddanie życia Jezusowi – a to chyba tam się „wszystko zaczęło….”

Potem było wiele Jego nauczań, spotkań ale ta pierwsza miłość – najsilniejsza 😊

I takiego Jana Pawła II w sercu noszę – na tle chabrowego nieba w czerwonym płaszczu….

PS. To wydarzenie łączy się też ze wspomnieniem spotkania z ks. Zienkiewiczem „pod 4”, gdzie przyszłam żeby dostać wejściówkę na spotkanie z papieżem. Kilka minut rozmowy zostawiło niezatarte wrażenie serdeczności i szacunku, którym byłam zadziwiona. Pierwsze wrażenie: – to jest święty człowiek.

Zachęcam do wysłuchania – Apel Jasnogórski – rozważania skierowane do młodzieży.

I zawsze Panu Bogu dziękuję, że daje mi szczęście i łaskę spotykać świętych ludzi …  😊

Dorota Ch.